| |
Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek, dlaczego tak wielu ludziom ciągle brakuje pieniędzy - i to niezależnie od tego, jak wiele zarabiają? Czy często zdarza Ci się zachodzić w głowę, na co, u diabła, poszła w tym miesiącu cała Twoja pensja i dlaczego mimo wcześniejszego zarzekania się znów jesteś zmuszony korzystać z wysoko oprocentowanego kredytu na karcie? Czy bywają sytuacje, w których nie potrafisz odmówić sobie zupełnie zbędnego wydatku, choć dobrze wiesz, że będzie on kolejnym krokiem do Twojej osobistej finansowej katastrofy? Czy stosujesz wówczas system zaprzeczeń w stylu „raz się żyje” albo „jakoś to będzie”? A może kupujesz coś, na co absolutnie Cię nie stać, kwitując to krótkim: „Nie będę się ciągle ograniczał”? Jeśli tak, to powinieneś wiedzieć, że właśnie w momencie, gdy to mówisz, decydujesz się na ograniczanie siebie. I choć ograniczanie to nie jest jeszcze wówczas namacalne, kolejne raty do zapłacenia szybko uświadomią Ci, że horacjańskie „carpe diem” nie powinno być stosowane w dziedzinie ekonomii, również ekonomii domowego budżetu.
Bycie sknerą może być fascynujące!
Czy kupowanie sprawia Ci przyjemność? Czy lubisz chodzić na zakupy albo przeglądać produkty i usługi w Internecie i tą drogą je nabywać? Czy cieszysz się jak dziecko, kiedy uruchamiasz nowiutki sprzęt grający albo zapalasz silnik samochodu, którym za chwilę wyjedziesz z salonu? Czy radość kupowania zaburza Twoje myślenie do tego stopnia, że wchodzisz w posiadanie rzeczy, na które Cię nie stać albo które są tak naprawdę zbędne i spokojnie mógłbyś obyć się bez nich?
Jeśli tak, to z pewnością tytuł tego rozdziału musiał Cię nieźle rozbawić. Jak bowiem samoograniczenie może być fascynujące? Ale zaraz… Czy przypadkiem Twój dług na karcie kredytowej, niespłacone pożyczki i wieczne kupowanie na raty nie działają na Ciebie bardziej ograniczająco? Czy otwierając kolejne koperty z ponaglającymi do zapłaty pismami, nie czujesz się jak niewolnik albo przynajmniej ktoś, kto ciągle jest komuś coś winny?
Czy nie jesteś zmęczony tym, że za telewizor plazmowy, z którego przestałeś się cieszyć po kilku tygodniach, płacić musisz przez kilka lat? Czy naprawdę uważasz, że w mniejszym samochodzie albo mieszkaniu czułbyś się mniej szczęśliwy?
Bycie sknerą może być fascynujące. Nie musi, ale może. Z całą pewnością natomiast fascynujące nie jest bycie po uszy zadłużonym. Jeśli już toniesz w długach, czas zmienić swoje wzorce myślowe, by jak najszybciej wydostać się na brzeg, i to bez bolesnego chwytania się brzytwy.
Specjaliści od marketingu dbają o to, byś - ogólnie rzecz ujmując - nie czuł się komfortowo. Pomyśl: gdybyś tak właśnie się czuł, nie musiałbyś kupować ich towarów, a to z pewnością nie byłoby im na rękę. Dlatego właśnie tak wiele przekazów reklamowych zawiera teksty typu: „Aby poczuć się naprawdę dobrze, używam produktu X”, „Tylko z produktem X czuję się bezpiecznie”, „Żaden inny produkt poza produktem X…” itp. Ich zadaniem jest przekonanie Cię, że nie masz wręcz prawa czuć się dobrze, jeśli nie posiadasz tego, co oferuje dany sprzedawca.
Wiele przekazów reklamowych idzie o krok dalej, udowadniając, że nie używając danego produktu, nie możesz uważać się za: prawdziwą kobietę, prawdziwego mężczyznę, człowieka sukcesu, kochającą mamę, dobrą córkę, super babcię, ekstra żonę itd. Oczywiście natychmiast po dokonaniu zakupu niejako automatycznie staniesz się jedną z tych osób (a bywa, że i kilkoma naraz…).
Bycie sknerą może być fascynujące z bardzo prostego powodu: zaczynając żyć oszczędnie i świadomie rozporządzając swoimi pieniędzmi, w jednej chwili przestajesz być ofiarą. Z wiecznie rolowanego zamieniasz się w rolującego.
Kupujesz to, czego naprawdę potrzebujesz, a nie to, o czym inni twierdzą, że jest Ci potrzebne.
Uczysz się panować nad impulsami, które dawniej kończyły się niepotrzebnym wydawaniem mniejszych bądź większych kwot.
Poprzez uzyskanie kontroli nad ponoszonymi wydatkami doświadczasz wolności przez duże „W”, nie zaś jej namiastki w postaci kolejnego produktu, dzięki któremu - jak obiecywali reklamodawcy - „wreszcie poczujesz się wolny”.
Radość z nieposiadania
Z pewnością słyszałeś powiedzenie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jak większość ludowych mądrości, ta również zawiera w sobie sporo prawdy, a może i całą prawdę. Gdyby tak nie było, człowiek bogaciłby się tylko do pewnego stopnia. Oczywiście taka sytuacja ma miejsce nader często, wynika jednakże nie z woli danej jednostki, ale z nieumiejętności czy niemożności zarabiania większych sum. Gdy jednak istnieje możliwość dalszego bogacenia się, człowiek chętnie z niej korzysta. Dlaczego? Jeśli dobrze się nad tym zastanowić, znajdzie się przynajmniej kilka powodów:
- Chce zapewnić godne życia rodzinie. - Chce zadbać o przyszłość dzieci. - Chce realizować swoje pasje. - Chce spełniać marzenia (swoje i swoich bliskich).
To wszystko prawda, jednak obok tego, czego bogacący się człowiek chce, pojawia się kwestia tego, co musi. A musi przede wszystkim utrzymać to, co już posiada. Im więcej zaś posiada, tym więcej musi wydać na utrzymanie tego.
Oto kilka przykładów: - Większe mieszkanie oznacza większy czynsz. - Do dużego domu trzeba zatrudnić osobę sprzątającą. - Ubezpieczenie lepszego samochodu kosztuje więcej. - Coraz bardziej egzotyczne podróże wymagają coraz większych nakładów finansowych.
Presja związana z ciągłym zarabianiem coraz większych sum, jak również konieczność utrzymania przynajmniej status quo w kwestii posiadanego majątku, powoduje, że zamiast wieść radosne życie, którego przecież w głębi duszy każdy pragnie, pozwalamy przejąć kontrolę nad nami rzeczom materialnym. Zamiast korzystać z pieniędzy, stajemy się ich niewolnikami. Dla utrzymania bądź dalszego podnoszenia poziomu życia, do jakiego się przyzwyczailiśmy, jesteśmy w stanie m.in.:
- Pracować dwa, a nierzadko i trzy razy dłużej. - Stawiać pracę na pierwszym miejscu. - Poświęcić dla pracy życie rodzinne. - Zrezygnować z rozrywek i spotkań z przyjaciółmi na konto pracy.
Być może w tym momencie chcesz mi przerwać i spytać, co to wszystko ma wspólnego z oszczędzaniem. Otóż ma - i to bardzo wiele.
Nie istnieje chyba taka suma pieniędzy, której człowiek nie potrafiłby wydać, na dodatek w bardzo krótkim czasie. Na notoryczny brak gotówki częściej narzekają osoby zarabiające średnio i dużo, nie zaś ci, których pobory są niewielkie. Ludzie biedni stają się oszczędni niejako pod przymusem i doskonale zdają sobie sprawę z wartości pieniądza.
Potrafią zagospodarować każdą złotówkę, zaplanować każdy, nawet najmniejszy wydatek. Dobrze wiedzą, że nie może zabraknąć im pieniędzy „do pierwszego”, bo pożyczając pieniądze, nie będą mieli potem z czego oddać. Rzadko martwią się tym osoby zarabiające średnio bądź dużo.
Każdy bank bez problemu udzieli im kredytu, słynne ostatnio „minimum formalności” utwierdzi ich w przekonaniu, że są wiarygodni, a slogany reklamowe skutecznie wmówią im, że w pełni na te pieniądze zasługują.
Podobno powiedzenie, że „pieniądze szczęścia nie dają”, zostało wymyślone przez bogatych, żeby biedni się nie buntowali. Warto jednak zastanowić się, co tak naprawdę sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, oraz jaka suma pieniędzy jest optymalna do tego, byśmy takimi się stali. Nie możemy całkowicie zaprzeczyć istnieniu wzajemnej zależności pomiędzy posiadaniem pieniędzy a odczuwaniem szczęścia.
Istnieją co prawda ludzie żyjący na granicy ubóstwa, którzy twierdzą, że są naprawdę szczęśliwi, jednak przypadki takie należy zaliczyć do wyjątków. Dla większości osób do osiągnięcia szczęścia, które bezpośrednio łączy się z posiadaniem pewnych środków finansowych, niezbędne są:
- Dach nad głową (najlepiej oczywiście własne mieszkanie). - Stałe zatrudnienie i regularne otrzymywanie pensji. - Środki pieniężne na żywność i utrzymanie. - Środki pieniężne na odzienie, drobne przyjemności i hobby.
Jeśli posiadając wymienione powyżej minimum, nie potrafimy odczuwać szczęścia, żadna kolejna rzecz materialna już nam go nie zapewni. Staniemy się jedynie kolejnymi zawodnikami, biorącymi udział w tak modnej dziś „pogoni za szczęściem”, tracącymi z oczu wszystko to, co znajduje się wokół nas i tuż obok nas.
Istoty ludzkie mają tendencję nie tylko do pogoni za szczęściem, ale i do jego odkładania. Wiele osób wzdycha i mówi: „Będę szczęśliwy, kiedy zrobię maturę”. Potem: „Będę szczęśliwy, gdy skończę studia”. Następnie: „Będę szczęśliwy, gdy się ożenię”. Potem przychodzi szara codzienność i rozpoczyna się szukanie szczęścia w rzeczach materialnych: „Będę szczęśliwy, kiedy kupię samochód”. „Będę szczęśliwy, gdy wybuduję dom”. „Będę szczęśliwy, mając własną firmę” itd., itp. A jednak szczęście nie nadchodzi.
Ilekroć słyszę takie „zapowiedzi na przyszłość”, przypomina mi się przeczytany kiedyś tekst, w którym człowieka poszukującego szczęścia porównano do małego kotka, który kręcąc się w kółko, usilnie próbował złapać swój ogon, ale ten ciągle uciekał zwierzakowi sprzed nosa. Stary kocur, widząc daremne próby malca, powiedział mu: „Kiedy chcesz złapać swój ogon, będzie on od ciebie uciekał. Ale spokojnie połóż się, a ogon sam przyjdzie prosto pod twój nos”.
Tytułowa dla tego rozdziału radość z nieposiadania to właśnie zaprzestanie tej szalonej pogoni. Można oczywiście wyjść z finansowego dołka, zaharowując się na śmierć, ale czy nie lepszym sposobem jest nauczenie się, iż posiadanie - wbrew temu, co przez lata nam wmawiano - nie jest warunkiem szczęścia, a rzeczy materialne tylko do pewnego stopnia odczuwanie szczęścia warunkują?
Piszę o szczęściu, bo uważam, iż należy się ono każdemu, niezależnie od tego, czy jest obrzydliwie bogatym posiadaczem kilku jachtów i willi nad Morzem Śródziemnym, czy zadłużonym po uszy właścicielem rozpadającego się domu pod Lublinem. Oszczędzanie wymaga ogromnego samozaparcia i sporych wyrzeczeń, ale nie musi - ba, nie powinno i nie może! - oznaczać, że z powodu ograniczenia wydatków masz być nieszczęśliwy. To byłoby absurdalne.
Marcin Jaskulski Artykuł jest fragmentem ebooka "Inteligentne oszczędzanie"
«powrót
Lokaty
Obecnie bardzo łatwo zdeponować środki na lokacie korzystając z bankowości elektronicznej - internetowych kont bankowych. Właśnie dlatego z tej formy lokowania swoich środkow korzysta zdecydowanie najwięcej Polakow. |
Konta oszczędnościowe
Konta oszczędnościowe jako alternatywa dla lokat terminowych - wyższe oprocentowanie i duża dostępność pieniędzy. |
|
|
|
|
|
|
|
|